OJCIEC ZBIGNIEW

Z ojcem Zbigniewem z zakonu Paulinów spotkaliśmy się w jednym z pokoi klasztornych przy kościele św. Antoniego. Był to duży dowód sympatii i uznania dla naszej pracy. Nie tylko dlatego, że nasze spotkanie poprzedzało mecz piłki nożnej Turcja - Brazylia i istniało niebezpieczeństwo, że ojciec może na mecz po prostu nie zdążyć (o. Zbigniew jest fanem piłki nożnej), ale również dlatego, że klasztor to miejsce częściowo zamknięte dla osób świeckich. Ojciec Zbigniew przejął odpowiedzialność za kontakty w ramach Dzielnicy Wzajemnego Szacunku ze strony Kościoła rzymsko-katolickiego dwa lata temu. Wcześniej zajmował się tym bezpośrednio o. Jan Poteralski, który jest obecnie przeorem w nowym sanktuarium w Błotnicy koło Radomia.

 

Ojciec Zbigniew pełni posługę duszpasterską w parafii św. Mikołaja przy ulicy św. Antoniego. Przyjechał do Wrocławia trzy lata temu. W parafii świętego Mikołaja to właśnie on odpowiada za współpracę w ramach Dzielnicy Czterech Świątyń. - Wcześniej pracowałem w radiu na Jasnej Górze - mówi o. Zbigniew. Decyzję o przejęciu tutejszej parafii przez zakonników podjął ksiądz kardynał Gulbinowicz cztery lata temu. Wówczas do pracy tutaj wyznaczono pięciu zakonników. Brakowało jeszcze jednego.

- I to właśnie Ojciec do nich dołączył?
- Tak, z obecnym przeorem znaliśmy się już wcześniej, pracowaliśmy razem w Częstochowie. Zostałem przez niego zapytany, czy ewentualnie nie chciałbym przyjść tutaj, do Wrocławia. Wrocław to miasto z przyszłością, dlatego z przyjemnością przyjąłem propozycję pracy tutaj.

- Czy może Ojciec przybliżyć, czym dokładnie zajmuje się w tutejszej parafii?
- Moja praca obecnie polega na głoszeniu Słowa Bożego w terenie. Jeden z charyzmatów paulinów stanowi głoszenie Słowa Bożego poprzez misje i rekolekcje w różnych parafiach, więc dużo podróżuję. Poza tym w naszym kościele sprawowana jest całodzienna spowiedź. Prawie każdy z nas spędza codziennie kilka godzin w konfesjonale. Ponadto posługuję w kilku wspólnotach modlitewnych istniejących przy naszym kościele.

- Jak przyjęto ojców tu, w Dzielnicy Czterech Świątyń cztery lata temu?
- Już kilka miesięcy wcześniej wiedziano w Dzielnicy, że przyjeżdżają paulini i Dzielnica raczej obawiała się tej zmiany.

- Dlaczego?
- Myślę, że wpłynęło na to kilka kilka wypowiedzi ogólnopolskich o treści polityczno-społecznej. Padły one z ust zakonników z naszego największego zgromadzenia na Jasnej Górze. Nagłośnione przez media spotkały się z krytyką niektórych środowisk. Przez inne środowiska zostały przyjęte entuzjastycznie. Paulini uważani są za zakon konserwatywny. "Czy będą chcieli podjąć dialog, jaki nawiązał się w Dzielnicy?" - takie obawy mieli tutejsi liderzy.

- Czy obawy te były uzasadnione?
- W naszym zakonie, które liczy ponad 500 zakonników, są osoby konserwatywne, umiarkowane oraz bardzo otwarte - jak w każdej wspólnocie. Do Wrocławia przyjechali zakonnicy naprawdę życzliwi idei Dzielnicy i chętni do współpracy.

- A czy pamięta Ojciec spotkanie, które miało szczególne znaczenie dla ekumenizmu?
- Dla mnie wyjątkowe było spotkanie zorganizowane w cerkwi zaraz po Bożym Narodzeniu. Dzieciaki śpiewały kolędy prawosławnych i katolików. W zespole pod opieką pani Olgi Demczuk śpiewała też Żydówka. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale i bardzo miły akcent. Zebrała się wówczas wrocławska śmietanka - żartuje o. Zbigniew, mając na myśli prawosławnego arcybiskupa Jeremiasza, przedstawicieli Urzędu Miasta i mniejszości narodowych. - Ja sam siedziałem obok konsula rumuńskiego. Było nie tylko ekumenicznie, ale i międzynarodowo.


- Często spotyka się Ojciec z różnicami kulturowymi w swojej parafii?
- Na terenie naszej parafii, na ulicach Włodkowica i św. Antoniego mieszka liczna grupa Cyganów - katolików. Religia ta sama, ale kultura zupełnie inna. Romowie tworzą enklawy, stanowią społeczność, do której trudno dotrzeć. Bardzo często spotykam Cyganów na ulicy, pozdrawiają mnie. Kilkanaście rodzin cygańskich przyjmuje nas po kolędzie. Tu, w parafii żyjemy w zgodzie.

- A jak wyglądają kontakty między liderami Dzielnicy?
- Kilka lat sąsiedztwa świątynia w świątynię, jeśli mogę tak powiedzieć, sprawiło, że zawiązują się przyjaźnie. Kontakty stają się mniej oficjalne, bratają się ludzie, nie organizacje. Do naszej świątyni i refektarza przy różnych okazjach zapraszamy przedstawicieli naszej Dzielnicy. Przy wspólnym stole czuje się wzajemną życzliwość. Pamiętam też sytuację, kiedy rok temu ukazał się list kardynała Ratzingera "Dominus Jesus" zawierający krytykę drogi, jaką obrał współczesny ekumenizm. Byłem wówczas na spotkaniu biskupa Bogusza. Biskup Bogusz stwierdził, że list nie zmienia nic w naszych przyjacielskich kontaktach. Dalej będziemy wcielać w życie arcykapłańską modlitwę Jezusa "Abyśmy byli jedno".

- To bardzo piękne słowa...
- Tak. I myślę, że oddają one generalnie klimat Wrocławia, klimat Dzielnicy. Tutaj, na wrocławskim podwórku ścierają się ludzie, a nie interesy wielkich wspólnot.

- Czy według Ojca Dzielnica to mit czy rzeczywistość?
- Dzielnica jest fenomenem. Nie mogłaby powstać gdzie indziej. Wynika to ze specyfiki Wrocławia. Podobno nie ma takiego drugiego miasta w świecie. Dzisiejsi mieszkańcy nie mają tu korzeni. Różnorodność kulturowa to naturalny efekt współistnienia na równych prawach ludzi z różnych stron. I chyba było im łatwiej się tolerować, bo mieli tę różnorodność od początku istnienia powojennego Wrocławia. Co ważne dla Dzielnicy, szczęśliwie się złożyło, że również przedstawiciele czterech wyznań są otwarci, szukają duchowej wspólnoty. Trzeba odpowiedniego nastawienia, aby podjąć dialog w Dzielnicy. Bez wątpienia Dzielnica to rzeczywistość.