|
|
JERZY KICHLER
Pan
Jerzy Kichler jest przewodniczącym Wyznaniowej Gminy Żydowskiej
we Wrocławiu i prezesem wszystkich Gmin Żydowskich w Polsce. Ciągle
zabiegany, nieustannie podróżujący między Wrocławiem, Krakowem,
Warszawą, Nowym Jorkiem i Jerozolimą dla "zwykłych śmiertelników"
jest prawie nieuchwytny. Ale udało się!!! Spotkałyśmy się z nim
w siedzibie wrocławskiej Gminy Żydowskiej w dniu żydowskiego Święta
Szałasów.
Pan Kichler pochodzi z Krakowa, we Wrocławiu mieszka z żoną od 15
lat.
- Moja żona po ukończeniu studiów dostała tu mieszkanie. To skłoniło
nas do przyjazdu
do Wrocławia - wspomina.
W 1991 został wiceprzewodniczącym Gminy Żydowskiej we Wrocławiu
i przewodniczącym wszystkich Gmin w Polsce. Funkcję przewodniczącego
wrocławskiej Gminy pełni od trzech lat. To właśnie między innymi
dzięki jego staraniom wrocławscy Żydzi odzyskali Synagogę pod Białym
Bocianem. Wcześniej pan Jerzy dużo podróżował, studia w Stanach
Zjednoczonych pozwoliły mu zaobserwować, jak Żydzi i inne mniejszości
narodowe funkcjonują w demokratycznej rzeczywistości: - Było to
dla mnie o tyle niezwykłe, że my wtedy tu, w Polsce dopiero dostaliśmy
szansę rozwoju w wolnym kraju - mówi pan Kichler. Wtedy podjął pierwsze
działania, które w 1996 roku zaowocowały powstaniem Dzielnicy Wzajemnego
Szacunku. To on udał się już w 1991 roku do księdza Żytowieckiego,
gdy zobaczył na ulicy człowieka rzucającego kamieniem w cerkiewną
ikonę.
- Miałem już wcześniej podobne doświadczenia z nietolerancją religijną
i ludzką głupotą. Przed kilku laty wraz z moim wspólnikiem prowadziłem
sklep zoologiczny na Nowym Dworze. Myślę, że mieszkańcy szybko zauważyli
"niezwykłość" naszego sklepu otwartego w niedziele, a
zamkniętego w soboty. Któregoś dnia pojawiły się na sklepie antysemickie
napisy. Oczywiście zamalowaliśmy je. Chociaż w handlu to nam nie
przeszkadzało, jednak nie mogłem tego tak zostawić. Udałem się z
tym do proboszcza tamtejszej parafii. Chciałem, żeby parafianom
uświadomił, że "tu" jest coś innego. Proboszcz okazał
się również miłośnikiem zwierząt i mieliśmy o czym porozmawiać.
Na najbliższej mszy powiedział parafianom, że w dzielnicy funkcjonuje
"taki" sklep. Po tym wydarzeniu zaczęli do nas zaglądać
ludzie, niekoniecznie kierowani potrzebą zakupu, ale po prostu zwykłą
ciekawością. Napisy? Nigdy więcej się już nie pojawiły.
- Czy na początku myślał pan o jakiejś konkretnej współpracy
między wspólnotami wyznaniowymi? Czy spodziewał się pan, że pana
wizyta zapoczątkuje przyjaźń między sąsiadującymi kościołami i gminą?
- Nie szedłem do księdza Żytowieckiego z wielkimi planami. Chciałem
wówczas tylko zasygnalizować problem, jak przedtem na Nowym Dworze.
Nasza współpraca rozwinęła się zupełnie spontanicznie. Naszą ambicją
z czasem stało się to, by realizowano ideę Dzielnicy na wielu płaszczyznach.
Program "Dzieciaki" był udaną próbą realizacji tych założeń.
Gmina Żydowska zainicjowała akcję. Tam po raz pierwszy spotkali
się mali wyznawcy judaizmu, prawosławia, protestantyzmu i katolicyzmu.
Panu Kichlerowi marzy się, aby Dzielnica stała się jednym z tych
magicznych miejsc w mieście, do którego chętnie zaglądają zarówno
mieszkańcy Wrocławia, jak i turyści. Chciałby, aby Dzielnica Wzajemnego
Szacunku prezentowała na zewnątrz jedno z wielu oblicz naszego wielokulturowego
miasta.
|