KSIĄDZ HENRYK KARDYNAŁ GULBINOWICZ

Z księdzem Henrykiem kardynałem Gulbinowiczem, arcybiskupem metropolitą wrocławskim, spotkaliśmy się w jego kancelarii. My, uczestnicy programu i Piotr, nasz opiekun. Wtorek, kilka minut przed dziewiątą. Piotr jest chyba równie przejęty jak my. Daje nam ostatnie wskazówki: "Pamiętajcie, do Jego Eminencji zwracamy się księże kardynale...". Nasza pięcioosobowa grupka budzi zainteresowanie duchownych przechodzących archidiecezjalnym korytarzem. Nagle zapada cisza. "Ksiądz kardynał zaprasza do środka" - słyszymy. Pospiesznie wchodzimy do kancelarii i siadamy wokół drewnianego okrągłego stolika. Ksiądz kardynał zajmuje miejsce pośród nas. Jest naturalny i chętny do rozmowy.
- "Czego chcecie synki?" - pyta z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru.

Piotr krótko przedstawił ideę naszego projektu. Reszty łatwo się domyślić: nasze krótkie pytania i długie odpowiedzi ks. kardynała.

- Na początku zaproponowano dla Dzielnicy Wzajemnego Szacunku nazwę Dzielnica Tolerancji. Ksiądz kardynał postulował inną.
- Tak, stanowczo się sprzeciwiłem nazwie Dzielnica Tolerancji. Dlaczego? Bo to oznaczałoby, że inne dzielnice Wrocławia są nietolerancyjne. Nie mogłem się na to zgodzić. Nie ma dzielnic nietolerancyjnych, ja przynajmniej takich nie znam.

- Jaką rolę dla Księdza Kardynała osobiście ma dialog międzyreligijny i międzykulturowy?
- Cóż, nie jestem u spowiedzi - żartuje ksiądz kardynał - a pani mnie spowiada? Słuchajcie, kochani, Kościół katolicki jest założony przez Jezusa Chrystusa, a Jezus Chrystus przyszedł jako zbawiciel na ziemię. Co powiedział Chrystus Pan, kiedy zmartwychwstał, kiedy już dokonane zostało dzieło zbawienia i przyszedł do wieczernika? Jezus powiedział słowa, które bardzo pięknie ilustrują nam znaczenie Kościoła dla ludzkości: "Pokój Wam". Najpiękniejsze słowa, jakie człowiek współczesny i człowiek każdej epoki może usłyszeć. Wszystko, co buduje pokój i co pomaga w realizacji tego życzenia wypowiedzianego przez Chrystusa ma bardzo duże znaczenie dla każdego człowieka. A ponieważ ja tu pełnię służbę biskupią i skoro zgodziłem się partycypować w tym dziele, to znaczy umacniać ten pokój wśród mieszkańców Wrocławia, dlatego też dialog międzyreligijny ma dla mnie ogromne znaczenie. Jest to realizacja przesłania bożego i stąd Dzielnica Wzajemnego Szacunku stanowi dla Wrocławia znaczący sukces.

- Ksiądz Kardynał angażuje się chętnie w działania ekumeniczne. Czym dla Księdza jest ekumenizm?Jakie Ksiądz widzi szanse w rozwoju idei ekumenicznej w kościele powszechnym?
- Ekumenizm jest realizowany na różnym poziomie. Ja wyrastałem w środowisku, gdzie mieszkali obok prawosławni, unici, żydzi i katolicy. Ale wtedy to, o czym mówimy, nie nazywało się ekumenizmem. Wówczas mówiło się właśnie o szacunku względem drugiego człowieka, który czasem mówił w innym języku i praktykował własną religię. Dlatego też dla mnie ekumenizm przez całe życie był czymś normalnym i zrozumiałym.
Pamiętam - rzecz dzieje się na Wileńszczyźnie - jak mój ojciec potrzebował pomocy cieśli. Wtedy też na dawnych posiadłościach mojego dziadka mieszkali starowierzy, którzy osiedlili się tam, uciekając przed prześladowaniami z carskiej Rosji jeszcze za czasów Piotra I. Byli grupą dość wyizolowaną, żyli w odosobnieniu, dość daleko od miejscowości katolickich. Byli też znakomitymi cieślami, niezastąpionymi, gdy w okolicy się coś budowało. Tato postanowił, że pojedzie do nich i zawrze z nimi umowę o pracę. Ja i moja siostra mieliśmy towarzyszyć ojcu. Doskonale pamiętam, jak dotarliśmy bryczką do niewielkiego sioła, a mój ojciec powiedział "Słuchajcie, oni mają własną wiarę, jak wejdziemy do czystej izby, patrzcie żeby nie stawać nogą na podłogę, tylko na chodniki". Wydało się nam to dziwne, ale interesujące. Ojciec cierpliwie wyjaśniał: "Jeżeli katolik stanie na ich podłogę, to według starych przepisów religijnych starowierzy, oni muszą gorącą wodą i ługiem szorować te "zanieczyszczone" miejsca. Ten zwyczaj pochodzi ze Starego Testamentu, podobnie żydzi uważają, że dotknięcie grobu zanieczyszcza. Odmienna kultura, w którą wkroczyliśmy, przestępując próg, ogromnie nas zaintrygowała. Troszeczkę przestraszeni - jeszcze małe brzdące - przypatrywaliśmy się z zainteresowaniem brodatym mężczyznom i kobietom ubranym - według naszego mniemania - prawie jak zakonnice. Po raz pierwszy zobaczyłem wtedy świętą ikonę, tradycyjnie oświetloną lampką oliwną. Wspomnienie z dzieciństwa przetrwało w mojej pamięci do dziś. Jestem wdzięczny ojcu, że pouczył mnie, jak trzeba z szacunkiem odnosić się do tych, którzy inaczej praktykują wiarę w tego samego Jezusa Chrystusa. Tam nie było wielkiej teologii, bo byliśmy dziećmi i to nas przerastało. Natomiast nauczono nas wtedy szacunku i z tym idę przez całe życie.
Również w szkole uczyli się ze mną katolicy, prawosławni i żydzi. Jak ksiądz katolicki albo prawosławny przychodził na religię, to był bez nakrycia głowy. Ale rabin przychodził w kapeluszu i wcale go nie zdejmował! Nie mogliśmy tego zrozumieć: "Jak on tak może w szkole, gdzie w każdej klasie na ścianie wisi godło państwa, prezydent Mościki i Piłsudski". Taka inność wcale nie była dla nas łatwa do pojęcia.
Następnie jako ksiądz pracowałem na Białostoczczyźnie przy granicy bolszewickiej, gdzie była jedna parafia katolicka i cztery prawosławne. Ekumenii uczyłem się od samych mieszkańców. Jak odbywały się chrzciny u katolików, to świętowali wszyscy. Jak był ślub u prawosławnych, to wszyscy przychodzili potańczyć na weselu.
Otóż ja uczyłem się ekumenii, obserwując zwykłych ludzi. Nie było Soboru Watykańskiego II, nie istniały żadne oficjalne wytyczne. Była prawda wyjęta z życia.