|
|
Dzielnica Wzajemnego Szacunku
Gdyby ktoś wam powiedział, że jest takie miejsce w Polsce, którego
nie ma na żadnej mapie, gdzie obok siebie żyją, modlą się i wspólnie
pracują katolicy i protestanci, żydzi i prawosławni - uwierzylibyście?
Otóż takie miejsce istnieje. Znajduje się ono we Wrocławiu, na Starym
Mieście, między ulicami Kazimierza Wielkiego, św. Antoniego, Pawła
Włodkowica i św. Mikołaja.
Fenomenem
tego miejsca jest to, że w odległości trzystu, czterystu metrów
od siebie znajduje się kościół ewangelicko-augsburski, kościół rzymsko-katolicki,
cerkiew i synagoga. Już samo położenie tak blisko siebie aż czterech
świątyń (żydowskiej i trzech wyznań chrześcijańskich) to rzadkie
zjawisko, coś niezwykłego. Nie znajdziecie nigdzie w Polsce czegoś
podobnego.
Właśnie takie położenie umożliwiło zrodzenie się idei wzajemnej
współpracy pomiędzy sąsiadującymi wspólnotami religijnymi: Dzielnicy
Wzajemnego Szacunku.
Dzielnica, którą chcemy wam przedstawić, nie jest widoczna na pierwszy
rzut oka.
Okolica,
w której znajduje się Dzielnica, jest bardzo zróżnicowana. Przy
ulicy św. Mikołaja i Kazimierza Wielkiego panuje ciągły ruch i hałas.
Przy ul. św. Antoniego znajdują się trzy zakłady pogrzebowe. Sklepy,
zakłady usługowe, księgarnie. Chodniki są gęsto zastawione samochodami.
Najbardziej charakterystycznym obiektem stało się niedawno olbrzymie,
nowoczesne kino. Handel i nowoczesność przeplata się z wybitymi
szybami, pomazanymi i brudnymi murami. Jak więc w tej atmosferze
powstał taki ciekawy pomysł?
Wszystko
zaczęło się od kamieni. Pierwszy z nich wleciał przez zabytkowy
witraż do kościoła rzymsko-katolickiego i prawie uderzył w siostrę
ówczesnego proboszcza tej parafii ks. Jerzego Żytowieckiego. Kilka
dni później ktoś rzucił kamieniem w ikonę mieszczącą się na zewnątrz
cerkwi prawosławnej. Świadkiem całego zdarzenia był ówczesny wice-przewodniczący
(dziś już przewodniczący) Gminy Żydowskiej, Jerzy Kichler i zwrócił
się z tą sprawą do ks. Żytowieckiego. Do dialogu zaprosili ks. Ryszarda
Pierona z kościoła ewangelicko-augsburskiego i ks. Aleksandra Konachowicza
z parafii prawosławnej. Zaczęli wspólnie rozmawiać o tym, co można
zrobić, aby powstrzymać takie akty wandalizmu. Aż dziw bierze, że
to kamienie i chuligani stali się początkiem oficjalnej współpracy
między kościołami i gminą. Był rok 1995.
Podczas
spotkań przedstawicieli czterech kościołów zrodziła się idea trwałej
współpracy, która przybierała na początku istnienia wiele imion:
"Dzielnica Czterech Świątyń", "Dzielnica Tolerancji",
"Wrocławski Kwadrat", "Dzielnica Pojednania".
Obecnie najbardziej popularnym określeniem jest Dzielnica Wzajemnego
Szacunku.
Na
spotkaniach wypracowano koncepcję współpracy. Zgodzono się, by "w
rejonie ulic, przy których mieszczą się świątynie stworzono realne
warunki dla kontynuacji przez te Kościoły i związki wyznaniowe swej
religijnej, charytatywnej i edukacyjnej działalności oraz opracowania
i realizacji różnych programów, których celem będzie stała i codzienna
współpraca między Kościołami, związkami wyznaniowymi i instytucjami
mniejszościowymi. Celem stworzenia szczególnej atmosfery w rejonie
tych świątyń byłaby współpraca różnych Kościołów mających wspólne
zakorzenienie w Biblii, dla nauczania i realizowania w życiu parafian
wartości biblijnych, miłości Boga i otwarcia na potrzeby bliźnich.
Należało by przy tym zwrócić uwagę na warunki życia oraz potrzeby
materialne i duchowe mieszkańców tej dzielnicy".
Współpracę
rozpoczęto od modlitw poświęconych pamięci ofiar wojen i prześladowań.
Próbowano podkreślać cechy łączące poszczególne wyznania, a starano
się unikać tzw. tematów delikatnych, które poróżniały te religie
od wielu wieków. Nikogo nie próbowano nawracać na siłę. Działania
takie nie miały na celu wchodzenia w obszar doktryn teologicznych,
ale miały podkreślić to, że żyjąc obok siebie, nie można być obojętnym.
Prawdziwym sprawdzianem dla współpracy między poszczególnymi kościołami
Dzielnicy była powódź w 1997 roku. Jeżeli była potrzebna pomoc,
to udzielano jej bez względu na to, kto jakie wyznanie reprezentował.
Dużo leków pochodziło od apteki w parafii rzymsko-katolickiej, a
sprzęt gospodarstwa domowego od ewangelików (z darów zagranicznych)
był sprawiedliwie rozdzielany między potrzebujących.
W przypadku Dzielnicy historia tworzyła ideę, a idea formowała
dalszy przebieg wydarzeń. Należy podkreślić, że Dzielnica Wzajemnego
Szacunku nie funkcjonuje jako oficjalnie zarejestrowana instytucja.
To raczej działania polegające na uściśleniu i rozwoju stosunków
między wspólnotami. Jedną z ważniejszych inicjatyw jest program
edukacyjny "Dzieciaki" pokazujący młodym mieszkańcom Dzielnicy,
że potrafimy być razem mimo dzielących nas różnic.
Bogactwem
Wrocławia było i jest współistnienie kultur i religii. Jak twierdzi
Jerzy Kichler: "Wrocław jest palimpsestem: drogocennym pergaminem,
z którego wytarto pierwotny tekst, a na którym zapisano nowy. Lecz
spomiędzy liter nowego tekstu wydostają się dawne, kunsztowne iluminacje,
teologiczne teksty". Najnowsza polska historia Wrocławia zaczęła
się 50 lat temu. Wcześniej przez ponad sześć wieków należał do Czechów,
austriackich Habsburgów i Państwa Pruskiego. Każdy jest tu skądś,
większość nie ma tu korzeni. Spowodowało to pewnego rodzaju przymus
współpracy ludzi o różnym pochodzeniu i wyznaniu. Dlatego idea Dzielnicy
Wzajemnego Szacunku mogła narodzić się i wzrastać w naszym mieście.
|